Coś dla Robinsona?

Podziel się tym wpisem

Wszyscy jesteśmy fachowcami. Specami od komunikacji, budownictwa czy nazewnictwa. Wystarczy wejść na pierwsze z brzegu forum i proszę bardzo – aż dziw, że wybierając firmy do realizacji warszawskich inwestycji urzędnicy nie rekrutują ich z internetu.

Choć ostatnio nie mamy pewności, czy przypadkiem ZDM nie korzysta jednak z wiedzy i talentu takich domorosłych fachowców. Szczególnie do realizacji flagowych przedsięwzięć – instalowania progów spowalniających czy wysepek – azylów dla pieszych. Liczy się idea, a wykonanie okazuje się całkowicie drugorzędne, nawet jeśli efekt przeczy zasadom fizyki i zdrowego rozsądku.

Przykłady można by mnożyć, ale nasz ulubiony, to „azyl” na Kruczkowskiego, który powinno się zgłosić do prokuratury, jako konstrukcję zagrażającą życiu i zdrowiu użytkowników. Sztuka jest sztuka, wysepka miała być to jest i wszyscy są zadowoleni. Tymczasem pieszy na niej nie jest bezpieczny, co gołym okiem widać na załączonym zdjęciu. Widać, że ktoś – po taniości – zamiast wykonać porządny projekt przebudowy całej jezdni, zamontował tę plastikową atrapę i namalował kilka pasków na asfalcie.

Swoją drogą czytelnicy, którzy w tym rejonie bywają pamiętają na pewno, że montaż tego cuda został wykonany po raz pierwszy mniej więcej na tydzień przed rozpoczęciem prac remontowych na wiadukcie Mostu Poniatowskiego. Ze względu na niezbędną zmianę organizacji ruchu wysepka została zdemontowana i dopiero przed kilkoma tygodniami pojawiła się ponownie. Koordynacja remontów i wiedza miejskich urzędników zwala z nóg. Ciekawe również, ile nas, podatników te fikołki kosztowały?

Redakcja

fot. A. Sheybal
Agencja Interaktywna dogo.pl