Czy kolejna przebudowa przed Zodiakiem to zrównoważony absurd

Podziel się tym wpisem

Czy można kilka razy przebudowywać to samo miejsce – i za każdym razem robić to źle? Warszawa udowadnia, że tak. Plac przed pawilonem Zodiak przeszedł właśnie kolejną metamorfozę.
Ten fragment miasta miał być „salonem”, przestrzenią spotkań, odpoczynku, kultury i zieleni, a stał się polem do eksperymentów urbanistycznych, których kosztorys rośnie razem z frustracją mieszkańców.
Nowa odsłona placu kosztowała miliony, zaś projekt przewidywał 34 drzewa (w tym graby i brzozy), ponad 4000 krzewów i bylin, instalację zbiornika retencyjnego i systemu nawadniania. Celem remontu była „poprawa mikroklimatu i wprowadzenie więcej cienia”, bo w poprzedniej wersji plac był betonową pustynią. Ale czy to naprawdę tak trudne, by od razu zaprojektować docelową przestrzeń?
Ta przebudowa to nie tylko kosztowna zmiana. To symbol głębszego problemu, czyli traktowania miasta jak poligonu doświadczalnego, w dodatku za publiczne pieniądze. Częste i kosztowne przebudowy tej samej przestrzeni świadczą o braku długofalowego myślenia. Władze miasta lubią mówić o zrównoważonym rozwoju. Ale prawdziwie zrównoważone inwestycje są efektywne, trwałe i przemyślane. Plac przed Zodiakiem zmieniany co kilka lat jest tego zaprzeczeniem.
W kontekście klimatu, oszczędności i jakości życia, Warszawa powinna inwestować w sposób mądry – plac przed Zodiakiem nie potrzebuje kolejnych liftingów, tylko zdrowego rozsądku, gospodarskiego podejścia i pokory wobec miejskiej przestrzeni.
Mieszkańcy nie szczędzą zresztą gorzkich słów pod adresem władz Warszawy i apelują o wykorzystywanie dobrych, sprawdzonych rozwiązań architektonicznych zamiast eksperymentów, które okazały się klapą. Ponadto warszawiacy narzekają na brak uwzględnienia ich opinii i potrzeb w planach rewitalizacji i ignorowania faktu, że w tej okolicy przebywają nie tylko imprezowicze i turyści, ale również normalni ludzie, którym ogranicza się coraz bardziej przestrzeń do życia i do normalnego funkcjonowania.
Bez partycypacji społecznej nie można mówić o zrównoważonym rozwoju, niezależnie od tego ile drzew się zasadzi.

Karol Gottlieb

fot. Aleksandra Sheybal
Agencja Interaktywna dogo.pl