Realizowany z rozmachem i wielkim nakładem środków program zawężania ulic i sadzenia drzew nie jest i nie może być jedynym pomysłem na stolicę dużego państwa.
Wybory prezydenckie 2025 r. były stymulatorem przyspieszenia wielu miejskich inwestycji w Warszawie. Na „kształt” naszego miasta wpływa zatem również czynnik natury politycznej. W szalonym tempie dokończono przebudowę zachodniej części Placu Bankowego, który, obsadzony dorodnymi kilkunastoletnimi drzewami i „dorosłymi” krzewami, prezentuje się znakomicie.
Podążając z Bankowego w kierunku Centrum, od wielu lat „nadziewam się” na zamknięte przejście pod budynkiem (dawnej) biblioteki Pałacu Zamoyskich przy Senatorskiej. Tędy, od lat 50., wiodła najkrótsza i najprzyjemniejsza droga łącząca ówczesny Plac Dzierżyńskiego z Marszałkowską. Tysiące ludzi każdego dnia pokonywało tę trasę, traktując ją wręcz jako spacer.
Pałac Zamoyskich (w PRL – biura MZK) oddano byłym właścicielom, ale przy tej okazji nie zadbano o pozostawienie do publicznego użytkowania owego przejścia pod biblioteką. Uważam to za zaniedbanie (błąd?) samorządu Warszawy, albowiem istniało wiele sposobów, aby prawnie i za odszkodowaniem (dla właścicieli) zadbać o interes warszawiaków.
Nadkładając zatem drogi, dociera się z Placu Bankowego na Marszałkowską w rejon Muzeum Sztuki Nowoczesnej – czyli głównego przedmiotu dumy włodarzy naszego miasta. Z daleka biały obiekt przyciąga wzrok. Sprawia jednak wrażenie gigakontenera, który umieszczono tu, bo gdzie indziej nie było miejsca. Uważnie obejrzawszy budynek ze wszystkich stron doszedłem do wielu spostrzeżeń.
Najważniejsze dotyczy fasady od strony Marszałkowskiej. Ma ona 104 metry długości i na poziomie chodnika – podcienia. Lubię miejskie budynki z podcieniami, ale tylko wówczas, gdy w podcieniach znajdują się ciągi handlowe z wystawami. Podcienia w budynku przy Marszałkowskiej 3 są natomiast tylko chroniącym przed deszczem i słońcem przejściem wzdłuż ulicy. W mojej ocenie jest to ponury „tunel”, stanowiący – przy okazji – ustronne miejsce dla potrzebujących.
Urządzenie czegoś takiego przy głównej (przynajmniej w przeszłości) ulicy stolicy jest czymś absurdalnym. Gdyby tam były chociażby gabloty do prezentacji np. plakatów, ale tam są białe (jeszcze) ściany, poprzedzielane stalowymi drzwiami, a niekiedy szybami z widokiem do wnętrza budynku. Takie martwe podcienia w samym centrum Warszawy – moim zdaniem – są wielkim błędem nie tyle projektanta, ile inwestora. W tym miejscu stolicy dużego państwa, członka Unii Europejskiej, sto metrów martwej przestrzeni jest (dla mnie) czymś niewyobrażalnym i kosztownym.
Na tyłach MSN znajduje się Plac Defilad, który także dopiero co ukończono urządzać. Podobnie jak na Placu Bankowym, posadzono znaczną liczbę dorodnych kilkunastoletnich drzew, urządzono liczne trawniki i miejsca do odpoczynku. Dawny komunistyczny Plac Defilad zniknął. Pozostała po nim nieco przekształcona dawna trybuna honorowa. Na jej „fasadzie” widniało, wykute w granicie, godło Polski Ludowej – Orzeł Biały (bez korony). Przy urządzaniu Placu Centralnego tarczę z Orłem usunięto. Taki był herb naszego państwa przez prawie pół wieku wasalnej zależności od Moskwy. Taka była nasza historia i nikt tego już nie zmieni. Tak było. Usunięcie tego kamiennego świadka historii jest – w mojej ocenie – kolejnym przykładem nadgorliwości i głupoty.
Przy okazji przejrzałem treść Uchwały nr XCIV/2749/2010 Rady m.st. Warszawy z 9 listopada 2010 r. w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w rejonie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Ponownie zainteresowałem się tym planem, albowiem po wycieczce na Plac Centralny uświadomiłem sobie, że w stolicy naszego państwa nie ma już miejsca gdzie mogłyby odbywać się wielkie wiece i inne duże zgromadzenia ludności.
W każdym państwie co pewien czas pojawia się konieczność dużych publicznych zgromadzeń obywateli. Tak jest od starożytności, co potwierdzają zachowane dawne agory i fora. Polskie wydarzenia Października 1956 r., pielgrzymki Jana Pawła II do kraju, wiece z okresu stanu wojennego – potwierdzają, że dla normalnego funkcjonowania narodu w jego państwie muszą znajdować się miejsca, gdzie ludzie mogą się spotykać.
Sto lat w carskiej niewoli sprawiło, że w Warszawie nie powstały miejsca, o których mowa wyżej, jak też nie powstały budynki niezbędne dla funkcjonowania stolicy państwa. Komuniści, przeceniając swoją popularność w narodzie oraz licząc na wieczne trwanie swojej władzy, w centrum Warszawy zaplanowali i zrealizowali ogromny Plac Defilad. W spektakularny sposób został on wykorzystany w Październiku 1956 r., gdy odbył się na nim gigantyczny wiec polityczny. Równie tłumny był udział ludności w Mszy Świętej odprawionej na placu przez papieża Jana Pawła II.
Uważam, iż twórcy przywołanego wyżej planu zagospodarowania z 2010 r. mieli na tyle wyobraźni, że przewidzieli w nim plac miejski przystosowany do potrzeb imprez masowych (§ 24 uchwały).
W pkt 3 przywołanego paragrafu wprowadzono m.in.:
– lit. a) „nakaz zagospodarowania terenu w sposób umożliwiający szybką ewakuację uczestników imprez masowych”;
– lit. c) „nakaz wyposażenia terenu w urządzenia techniczne niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa uczestników imprez masowych…”;
– lit. d) „nakaz używania materiałów o wysokiej odporności na zniszczenie”; itd.
Tymczasem na miejscu Placu Defilad stworzono coś, co nie jest ani placem, ani parkiem. Gomułka mawiał: „ni pies, ni wydra”. Nie dostrzegam tam także realizacji przepisów zawartych w obowiązującym jeszcze planie zagospodarowania z 2010 r. (nie tylko wyżej wymienionych). Uważam, iż realizowany z rozmachem i wielkim nakładem środków program zawężania ulic i sadzenia drzew nie jest i nie może być jedynym pomysłem na stolicę dużego państwa. Stolica musi być wyposażona także w „urządzenia” umożliwiające życie i funkcjonowanie kilkudziesięciomilionowego narodu w różnych sytuacjach politycznych i historycznych.
Możliwość „śniadania na trawie” w centrum Warszawy nie może być jedynym celem w życiu stolicy naszego Państwa i Narodu. Samorządowe władze gminy m.st. Warszawy nie mogą o tym zapominać!
dr hab. Lech Królikowski



