W Warszawie, do 2024 r. ma zostać zbudowany nowy most przez Wisłę. Będzie to przeprawa pieszo-rowerowa, przerzucona przez rzekę pomiędzy ulicami: Karową na lewym i Stefana Okrzei na prawym brzegu. Połączy rządowo-wojskowy rejon Krakowskiego Przedmieścia (Pałac Prezydencki, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, zespół budynków MON przy Krakowskim Przedmieściu i Królewskiej oraz Placu Piłsudskiego, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) z centrum Pragi w rejonie dawnego Bazaru Różyckiego. Odległość (w linii prostej) pomiędzy Krakowskim Przedmieściem przy Hotelu Europejski, a początkiem „turystycznej” Pragi, tj. skrzyżowaniem Targowej z Ząbkowską, wynosi trochę ponad 1800 metrów. Częścią trasy pomiędzy wymienionymi punktami stanowić będzie stalowy most o długości 452 m, który ma kosztować 120 mln złotych, a zaprojektowany został przez pracownię: „Schuessler-Plan Inżynierzy”. Umowę na budowę mostu podpisano 23 listopada 2021 r.
Uważam, że znacznie bardziej atrakcyjną przeprawą byłby most pomiędzy ul. Bednarską na lewym brzegu oraz ulicą ks. Kłopotowskiego po praskiej stronie. Były jednak jakieś racie – ciekawe jakie – które zadecydowały o przeprawie na osi Karowa-Okrzei.
Prezydent Rafał Trzaskowski, główny inicjator tej inwestycji, upatruje bardzo korzystnego jej wpływu na włączenie Pragi w organizm ścisłego centrum Warszawy. W latach 90. XX w. prascy samorządowcy ukuli hasło: „Praga, to też stolica”. Nieco później pojawił się program prezydenta Marcina Święcickiego, przewidujący utworzenie nowego centrum stolicy w formie trójkąta, którego dwa wierzchołki miały być ulokowane na zachodnim, a jeden na wschodnim brzegu. Idea pozostała na papierze. Do pomysłu włączenia Pragi w organizm ścisłego centrum Warszawy podchodzono wielokrotnie, ale bez większego rezultatu. W ostatnich latach duże pieniądze miasto przeznacza na rewitalizację Pragi, ale, jeśli popatrzeć na ceny mieszkań, to łatwo zauważyć, że te praskie są tańsze. Liczy się bowiem lokalizacja, a Praga – w powszechnej opinii – nie należy do najbardziej prestiżowych.
Od przynajmniej pół wieku niemalże zawodowo śledzę rozwój naszego miasta. Na własny użytek sformułowałem opinię, że tak długo, jak długo na prawym brzegu Wisły nie pojawią się siedziby ministerstw i innych urzędów centralnych, tak długo Praga nie będzie funkcjonalną częścią stolicy. Być może jest to opinia krzywdząca, ale znając ambicje polityków, wyobraziłem sobie, że minister, którego siedziba znajdowała by się na prawym brzegu, podczas obrad Rady Ministrów, miałby miejsce na końcu prezydialnego stołu.
Przez pewien czas obserwowałem zabiegi grupy „prawobrzeżnych” samorządowców, aby planowany już w początkach XXI w. „Polski Pentagon” (patrz; „Życie Warszawy” z 17 sierpnia 2004 r.) – umieści na prawym brzegu Wisły, np. w rejonie wojskowych instytucji w Rembertowie. Oczywiście, z pomysłu dotychczas nic nie wyszło, a szkoda, bo taka lokalizacja oznaczałaby miliardowe nakłady na infrastrukturę praskiej części stolicy oraz wielorakie powiązanie praskiego brzegu zresztą miasta.
Powracając do przesądzonej już budowy mostu pieszo-rowerowego, mam nie tyle zastrzeżenia, co uwagi do tego pomysłu. W mojej ocenie inwestycja ta będzie miała znaczenie tylko sezonowe, albowiem w naszym klimacie przez kilka miesięcy, pieszy spacer po odkrytym moście przez Wisłę, może być popularny, głównie dla twardzieli określanych mianem morsów. Ruch rowerowy, także jest sezonowy, chociaż chyba wśród cyklistów jest większy procent skłonnych jeździć rowerem w warunkach jesienno-zimowych. Natomiast traktowanie tego mostu jako szlaku pieszej komunikacji pomiędzy oboma brzegami, jest – moim zdaniem – zbytnim optymizmem. Wynika to, m.in. z faktu, że na zachodnim brzegu należy pokonać kilkaset metrów nieciekawego w tym miejscu Powiśla, a następnie wspiąć się na wysoką skarpę w rejonie Karowej. Na wschodnim brzegu odcinek ul. Okrzei od Wisły do Jagiellońskiej, także nie należy do najbardziej interesujących. Uważam, iż przeprawa ta najbardziej przydatna będzie dostarczycielom pizzy, albowiem znacznie ułatwi przejazd rowerem pomiędzy centrami Pragi i Warszawy. Nie zdziwiłbym się, gdyby do tego mostu przylgnęła nazwa: „Pont de pizza”, lub „Pizza-most”.
Druga moja uwaga odnosi się do niewielkiej przydatności przeprawy dla ruchu turystycznego, szczególnie międzynarodowego. Na mierzącej ok. 1800 metrów trasie pomiędzy docelowymi punktami (Krakowskie Przedmieście i Ząbkowska), tylko 452 metry mostu oraz jego przyczółki (szeroko rozumiane), tj. (łącznie) ok. 550 m, można uważać za atrakcyjne turystycznie.
Uważam, iż usytuowanie przeprawy pieszo-rowerowej na przedłużeniu ulicy Mostowej (pomiędzy Starym i Nowym Miastem), w powiązaniu ze znajdującą się przy tej ulicy XVI-wieczną Basztą Mostową (Stara Prochownia), tj. w miejscu pierwszego stałego mostu przez Wisłę w Warszawie, miałoby większe znaczenie turystyczne. Jestem przekonany, że most w tym miejscu, byłby znakomitą „platformą” dla fotografowania Starówki. Widok z niego na Stare Miasto i Zamek, byłby analogiczny do uwiecznionego przez Canaletta. Wprawdzie na praskim brzegu oś ulicy Mostowej nie pokrywa się z osią ulicy Ratuszowej, ale różnica jest niewielka i dla zdolnego projektanta, nie byłaby to przeszkoda. Być może, kiedy nasze państwo dołączy do najbogatszych w Unii Europejskiej, także będzie można pomyśleć o moście na osi ulicy Mostowej.
Generalnie jednak uważam, iż decyzje w sprawie budowy obiektów turystyczno-rekreacyjnych, należy poprzedzać szeroką i poważną dyskusją, nie tylko w gronie specjalistów od komunikacji i deweloperów!
dr hab. Lech Królikowski