Inteligentne śmietniki to rozwiązanie przyszłości, zaś małe Świętochłowice pokazują, że jest to nie tylko możliwe, ale również proste. Trzeba tylko chcieć. Jak na tym tle wypada „nowoczesna” Warszawa?
Świętochłowice, jedno z najmniejszych miast na Górnym Śląsku, coraz częściej zaskakuje nowoczesnymi rozwiązaniami. Mimo niewielkiej powierzchni (ok. 13 km²) i liczby mieszkańców sięgającej 50 tysięcy, miasto stawia na inteligentne technologie, które mogą ułatwić życie mieszkańcom i poprawić stan środowiska. Jednym z przykładów są „inteligentne śmietniki”, które pomagają usprawnić system gospodarowania odpadami.
Nowoczesne pojemniki na odpady zostały wyposażone w czujniki zapełnienia, które monitorują poziom śmieci w czasie rzeczywistym. Dzięki temu śmieciarki jeżdżą tylko wtedy, kiedy to konieczne, co pozwala ograniczyć zużycie paliwa i emisję spalin. Mieszkańcy unikają przepełnionych koszy i odpadków na ulicach, zaś miasto oszczędza na kosztach wywozu śmieci, bo optymalizuje trasę pojazdów komunalnych. Co więcej, system analizuje dane, co pozwala lepiej planować rozmieszczenie pojemników i harmonogramy odbioru odpadów. Niektóre inteligentne śmietniki mają także funkcję prasowania śmieci, co dodatkowo zwiększa ich pojemność. W wielu miastach Europy takie rozwiązania są już standardem – Berlin, Amsterdam czy Kopenhaga od lat korzystają z podobnych technologii.
Skoro Świętochłowice mogą, to dlaczego inne miasta w Polsce nie wprowadziły podobnych rozwiązań na szeroką skalę? Wydaje się, że powodów jest kilka. Po pierwsze, koszt wdrożenia – inteligentne śmietniki są droższe od tradycyjnych, a wiele gmin boryka się z problemami budżetowymi. Po drugie, brak długoterminowej strategii – inwestowanie w nowoczesne systemy wymaga myślenia o przyszłości, a nie wszystkie samorządy są na to gotowe. A po trzecie, oporność na zmiany – niektóre miasta wolą trzymać się sprawdzonych metod, zamiast eksperymentować z nowymi technologiami.
Warszawę byłoby stać na takie rozwiązania, szczególnie, że długoterminowo przynoszą ono spore oszczędności. Niestety brakuje wizji. Takiej przyziemnej, gospodarskiej wizji, która nie obejmuje spektakularnych rozwiązań na miarę kładki pieszo-rowerowej, ale dotyczy codziennych, trywialnych problemów. Warszawiacy zmagają się codziennie z niemocą urzędniczą i „niedasizmem” o znacznych rozmiarach.
Pieniądze wyciekają na przedsięwzięcia kompletnie niepotrzebne, a brakuje inwestycji kluczowych. Najprostszy z brzegu przykład – ratusz Dzielnicy Śródmieście. Gołym okiem widać, że potrzeba jest budowa nowego urzędu, bo obecny funkcjonuje w kilku lokalizacjach rozrzuconych po całej dzielnicy – co utrudnia mieszkańcom załatwianie spraw. Lepiej wydać jednak 600 mln zł na MSN, niż ułatwić ludziom życie. To samo dotyczy gospodarki odpadami – zachęca się mieszkańców do segregowania, ale ostatecznie wszystkie śmieci się mieszkają, bo nie mieszczą się w przepełnionych kontenerach.
Stanisław Skibiński

