Ciężki orzech do zgryzienia mają działacze Koalicji Obywatelskiej. W związku z coraz bardziej jawną wojną pomiędzy prezydentem Rafałem Trzaskowskim a przewodniczącym PO Donaldem Tuskiem muszą opowiedzieć się po jednej ze stron. Problem w tym, że nie wiadomo po której lepiej jest się opowiedzieć.
Radni dzielnicowi i miejscy dostali nieoficjalną informację, że jeśli wezmą udział w kampusie organizowanym przez prezydenta Warszawy, nie mają co liczyć na dobre miejsca na listach wyborczych w przyszłym roku. Z kolei opowiedzenie się po stronie D. Tuska również może skończyć się problemami – jeśli wojnę o przywództwo w Platformie wygra R. Trzaskowski, to również nie będą mieli czego szukać na listach.
Dodatkową komplikacją jest fakt, że to prezydent Warszawy rozdziela funkcje w radach nadzorczych i zarządach miejskich spółek i instytucji. Ma też wiele do powiedzenia w sprawach funkcjonowania urzędów dzielnic. Niestety nie wiadomo czy R. Trzaskowski będzie chciał ubiegać się o kolejną kadencję.
Wszystko zależy oczywiście od wyniku wyborów parlamentarnych, które odbędą się przed samorządowymi. Jeśli wygra je obecnie rządząca Zjednoczona Prawica, R. Trzaskowski będzie chciał zapewne pozostać w Warszawie, by przeczekać kolejną kadencję parlamentu. Jednak jeśli zwycięży opozycja i będzie w stanie sformować rząd, to R. Trzaskowski chętnie zmieni stanowisko prezydenta Warszawy na fotel premiera.
Niestety plany dotyczące tego fotela ma również D. Tusk. W związku z tym przewodniczący i wiceprzewodniczący PO zaczynają walkę o pierwszeństwo w partii. Na korytarzach ratusza pojawiają się plotki, że wkrótce każdy z działaczy będzie musiał wybrać: czy jest wierny przewodniczącemu warszawskiej PO posłowi Marcinowi Kierwińskiemu, czy wybiera prezydenta R. Trzaskowskiego. Jak dotąd, poseł M. Kierwiński wykończył Małgorzatę Kidawę-Błońską, zaś Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zostałaby szefem stołecznych struktur PO bez niechętnego jego poparcia.
R. Trzaskowski liczy na młodych działaczy, których pociągnie ze sobą (niezależnie od tego, czy zostanie premierem, czy rozpocznie drugą kadencję w Warszawie). Młodzi nie spieszą się jednak z deklaracjami, bo obawiają się, że D. Tusk rozprawi się z niepokornym wiceszefem. Swoją skuteczność w takich rozgrywkach były premier udowodnił już kilkakrotnie, więc jest się czego bać.
Redakcja
