Władze Warszawy eksperymentują na mieszkańcach

Podziel się tym wpisem

Zamieszanie ze śmieciami w Warszawie to jak niekończący się serial. A i emocji w nim tyle, że obdzieliłyby brazylijskiego tasiemca. Władze stolicy nie potrafią poradzić sobie z okiełznaniem gospodarki odpadami – ani w poprzedniej, ani w tej kadencji. Prezydent Rafał Trzaskowski pod tym względem już zasłużył na niechlubne miejsce w historii. Już czwarty raz w ciągu trzech lat kadencji szykuje mieszkańcom stolicy zmiany systemu naliczania opłat! Warszawiacy mogą poczuć się jak króliki doświadczalne.

Mieszkańcy stolicy mają prawo zgubić się w argumentacji urzędników miasta, a tym bardziej w domowych rachunkach dotyczących odpadów.

W 2019 r. płacili za śmieci w zależności od tego ile osób mieszkało w danym domu czy mieszkaniu. Metoda została zmieniona, bo urzędnicy odkryli, że warszawiaków zaczyna gwałtownie ubywać. W grudniu 2019 r., zatem Rada Warszawy uchwaliła dwie stawki – lokatorzy mieszkań w blokach płacili 65 zł, mieszkańcy domów jednorodzinnych – 95 zł. Też było źle.

Od kwietnia 2021 r., obowiązywała kolejna metoda – uzależniająca opłaty za śmieci od zużycia wody. Władze Warszawy nie dały mieszkańcom czasu, by się do tego przygotować. Żadnych ostrzeżeń z  wyprzedzeniem: „Ludzie oszczędzajcie wodę, bo zdrożeją wam śmieci!”. No i  ludzie z  przerażeniem przyglądali się horrendalnym wyliczeniom zmuszającym do zapłacenia rachunku na kilkaset złotych. Po pół roku awantur i sądowych skarg spółdzielni mieszkaniowych Sejm, na wniosek posłów PiS, uchwalił ograniczenie – maksymalna opłata za śmieci może wynosić 150 zł. Ekipa prezydenta Rafała Trzaskowskiego wymyśliła więc nowy sposób. I od 1 stycznia 2022r. czekać nas miała kolejna rewolucja!

Metoda „od wody” poszła do kosza, zaś Rada Warszawy uchwaliła, że od Nowego Roku ważny będzie metraż mieszkania, a nie zużycie wody, ani to ile osób w lokalu produkuje śmieci.

Niezdecydowanie prezydenta Warszawy i jego współpracowników można było dostrzec po raz kolejny. Bo co do stawek, które mają obowiązywać, prezydent Warszawy zmieniał zdanie w ciągu jednego tygodnia! Projekt uchwały zgłoszony radnym tydzień przed sesją zakładał wyższe stawki a przed samymi obradami okazały się one już nieaktualne.

Ostatecznie cennik, który miał wejść w życie przedstawiał się następująco: opłata w mieszkaniach do 30 m kw. wyniesie 52 zł miesięcznie, dla lokali do 40 m kw. – 77 zł, lokatorzy mieszkań od 40 do 60 mkw. zapłacić mieli 88 zł, od 60 do 80 mkw. – 94 zł. A w mieszkaniach powyżej 80 m kw. stawka wynieść miała 99 zł. Rachunki w domach jednorodzinnych, niezależnie od tego ile osób mieszka, powinny były być identyczne – po 107 zł. Co to miało wspólnego z realnie produkowanymi śmieciami? Nic. I odpowiedzialny za nadzór nad gospodarką odpadami sekretarz miasta mówił to wprost: Żadna metoda dopuszczona w ustawie nie uzależnia opłaty od realnej ilości śmieci w danym gospodarstwie. Żadna z metod nie jest sprawiedliwa. Wybraliśmy tę, która jest najmniej niesprawiedliwa – tłumaczył sekretarz Włodzimierz Karpiński, były minister skarbu.

Już wiadomo jednak, że będzie jednak kolejna, czwarta w tej kadencji zmiana śmieciowych stawek. Regionalna Izba Obrachunkowa (RIO) zakwestionowała listopadową uchwałę określającą sposób naliczania opłat za śmieci w zależności od metrażu. Po „poprawkach” opłata od stycznia 2022 r. będzie naliczana jednolicie i wyniesie 85 zł od gospodarstwa domowego w zabudowie wielolokalowej i 107 zł od gospodarstwa jednorodzinnego. Pytanie, czy to ostatnie słowo włodarzy naszego miasta?

JARK

Agencja Interaktywna dogo.pl