Afera Szpitala Południowego to skutek decyzji sprzed lat

Podziel się tym wpisem

Historia zaczęła się w chwili, gdy Warszawa wygasiła działalność Szpitala na Solcu, przenosząc jego potencjał do nowej placówki na Ursynowie.

Szpital na Solcu, 5 stycznia 2026, fot. A. Sheybal

Warszawę od kilku tygodni elektryzują doniesienia dotyczące Szpitala Południowego. Milionowe wynagrodzenia lekarzy, pytania o organizację Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR), audyty, zawiadomienia do prokuratury, burzliwe obrady Rady Warszawy i kolejne konferencje prasowe. Mieszkańcy zadają dziś jedno pytanie: jak mogło do tego dojść?

Odpowiedź nie znajduje się jednak wyłącznie w dokumentach dotyczących ostatnich miesięcy. Aby ją zrozumieć, trzeba cofnąć się o ponad dwadzieścia lat.

Szpital na Solcu był jedną z najstarszych i najbardziej zasłużonych placówek medycznych Warszawy. Powstał jeszcze w okresie międzywojennym ze składek warszawiaków i przez dziesięciolecia zapewniał opiekę mieszkańcom Powiśla, Śródmieścia i okolic.

Na początku XXI w. podjęto odważną decyzję o jego przekształceniu w spółkę prawa handlowego należącą w całości do miasta. Nie była to prywatyzacja. Właścicielem nadal pozostawał samorząd Warszawy. Chodziło o stworzenie bardziej elastycznej formy zarządzania publicznym szpitalem. Eksperyment okazał się sukcesem. Solec stał się pierwszym takim szpitalem w Polsce i przez wiele lat uchodził za wzór odpowiedzialnego gospodarowania oraz stabilności finansowej.

Placówka była systematycznie modernizowana, rozwijała kolejne oddziały, a jednym z jej największych atutów pozostawał SOR. Nie imponował architekturą ani luksusowym wyposażeniem. Imponował organizacją pracy. Dla wielu warszawiaków Solec był miejscem, gdzie po prostu wiedziało się, że pomoc nadejdzie szybko, sprawnie i profesjonalnie.

Sytuacja zmieniła się wraz z budową Szpitala Południowego. Warszawa zainwestowała setki milionów złotych w nowoczesny budynek na Ursynowie. Szybko okazało się jednak, że sam obiekt nie wystarczy. Potrzebni byli doświadczeni lekarze, pielęgniarki, kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) i sprawnie funkcjonująca organizacja.

I właśnie tutaj wcześniejsze przekształcenie Solca w spółkę odegrało kluczową rolę. Dzięki temu kontrakty z NFZ były związane z podmiotem leczniczym, a nie z konkretnym budynkiem. Umożliwiło to przeniesienie całej działalności – wraz z oddziałami, personelem i finansowaniem – do nowej lokalizacji. Formalnie nie doszło do likwidacji szpitala. W praktyce jednak Szpital na Solcu przestał istnieć jako pełnoprofilowa placówka.

Administracyjnie była to reorganizacja. Z punktu widzenia mieszkańców – likwidacja szpitala.

Śródmieście i Powiśle utraciły własny SOR. W czasach, gdy tyle mówi się o idei „miasta piętnastominutowego”, tysiące mieszkańców zostały zmuszone do korzystania z placówki oddalonej o kilkanaście kilometrów. Co więcej, doświadczenia nie da się przenieść administracyjną decyzją. Nie wszyscy lekarze zdecydowali się przejść do nowego szpitala. Część zakończyła współpracę z miejską spółką, inni znaleźli zatrudnienie w innych placówkach. Utracono kapitał, którego nie da się odbudować samymi inwestycjami.

Jeszcze większe pytania budzi los samego budynku przy ulicy Solec. Jeszcze kilka lat temu leczyły się tam tysiące warszawiaków. Dziś obiekt pozostaje w dużej mierze niewykorzystany. Przez lata pojawiały się kolejne koncepcje – od utworzenia centrum opieki długoterminowej po współpracę z uczelnią medyczną. Żadna z nich nie została zrealizowana. W międzyczasie pojawiły się również obawy dotyczące przyszłego przeznaczenia atrakcyjnego terenu w centrum miasta. Dopiero protesty mieszkańców doprowadziły do wycofania najbardziej kontrowersyjnych propozycji.

Paradoks tej historii polega na tym, że rozwiązanie, które dwadzieścia lat wcześniej miało uratować i unowocześnić szpital, zostało później wykorzystane do wygaszenia jego działalności w historycznej lokalizacji. Konstrukcja spółki prawa handlowego okazała się znakomitym narzędziem zarządzania. Stała się również narzędziem pozwalającym przenieść kontrakty, personel i działalność do nowego budynku bez konieczności formalnej likwidacji placówki.

Dlatego dzisiejsza debata nie powinna sprowadzać się wyłącznie do wysokości wynagrodzeń jednego lekarza, wyników audytów czy personalnej odpowiedzialności za wydarzenia w Szpitalu Południowym. To ważne kwestie, ale z punktu widzenia mieszkańców znacznie istotniejsze jest pytanie, czy model zarządzania warszawską ochroną zdrowia był od początku właściwy.

Nie chodzi już o odpowiedzialność za jedną aferę. Chodzi o odpowiedzialność za decyzje, które doprowadziły do wygaszenia sprawnie funkcjonującego szpitala w centrum Warszawy, pozbawienia Powiśla i Śródmieścia własnego SOR-u, niewykorzystania ogromnego majątku komunalnego przy ulicy Solec oraz wieloletniego braku decyzji dotyczących jego przyszłości. To pytania o gospodarność, sposób zarządzania majątkiem publicznym i priorytety władz miasta.

Historia Szpitala Południowego nie zaczęła się od kontrowersyjnych kontraktów ani od ostatnich audytów. Zaczęła się znacznie wcześniej – w chwili, gdy uznano, że łatwiej przenieść dobrze funkcjonujący szpital do nowego budynku niż rozwijać oba równolegle. Dzisiejsze problemy są konsekwencją tamtej filozofii zarządzania. Filozofii, w której spektakularne inwestycje okazywały się ważniejsze od ciągłości instytucji, doświadczenia ludzi i odpowiedzialnego gospodarowania publicznym majątkiem.

Aleksandra Sheybal

Agencja Interaktywna dogo.pl