Zwężanie ulic, coraz mniejsza liczba miejsc postojowych, płatne parkowanie – to tylko niektóre sposoby, jakimi prezydent Rafał Trzaskowski i zatrudnieni przez niego miejscy aktywiści utrudniają życie kierowcom. „Uspokajanie ruchu” ma zniechęcić warszawiaków do jazdy samochodem.
Jednym z przykładów takiego „uspokajania” jest budowa przejść dla pieszych na rondzie Dmowskiego. Skrzyżowanie dwóch dużych arterii w centrum Stolicy zostanie zablokowane, gdy skręcające samochody będą musiały przepuścić przechodniów. Urzędnikom nie przeszkadza fakt, że dwa lata temu zakupili, do przejścia pod rondem, nowe windy za 2 mln zł.
Kolejnym elementem walki z kierowcami jest systematyczna likwidacja miejsc postojowych, co następuje przy okazji wprowadzania stref płatnego parkowania. Biorąc pod uwagę, że tych miejsc jest mniej niż wydanych abonamentów szybko narasta kryzys parkingowy. W dodatku rejon obowiązywania abonamentu wyznaczany jest w promieniu 150 metrów od miejsca zameldowania w SPPN, zaś postój pojazdu może mieć miejsce w odległości nie większej niż 100 metrów od parkomatów objętych abonamentem. To oznacza w praktyce, że mieszkający przy ulicach z zakazami parkowania mają problemy ze znalezieniem miejsc postojowych i często płacą choć nie powinni.
Chodzą również słuchy, że radni Warszawy mają w planach ograniczenie wjazdu do centrum samochodom ze starszymi niż 10 lat silnikami diesla. Decyzja ma zapaść jeszcze w tym roku i jak słychać na ratuszowych korytarzach, może być to test przed wprowadzeniem płatnego wjazdu do centrum dla wszystkich samochodów. Jakby tego było mało realizowane są projekty „uspokajania ruchu” polegające m. in. na ustawianiu progów spowalniających i rozmaitych przeszkód dla kierowców. W takich pomysłach prześcigają się radykalni aktywiści.
Od kilku dni dziennikarze jednej z opiniotwórczych gazet codziennych załamują ręce nad zjawiskiem wyludniania się centrum Warszawy. Analizują mechanizmy mogące wpływać na decyzje mieszkańców i szukają przyczyn. Szkoda jednak na to czasu, bo powody są oczywiste – ludzie się wyprowadzają, bo mają dość życia w miejscu, w którym nie są mile widziani. To niebywałe, że władze tak konsekwentnie wypłaszają mieszkańców utrudniając im codzienne funkcjonowanie do granic absurdu.
Jeszcze dwa lata temu w wywiadzie wiceprezydent Warszawy Robert Soszyński mówił, że „przecież miasto nie zwęzi Wisłostrady”. Niedługo później podał się do dymisji, bo – jak głoszą plotki – żądania zmian komunikacyjnych ze strony urzędników i miejskich aktywistów stawały się zbyt radykalne.
Redakcja