Mówi się, że „punk widzenia zależy od punktu siedzenia”, mimo powszechnej znajomości tego stwierdzenia rzadko zastanawiamy się jak to jest być w cudzej skórze.
Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie znana zagadka: „Kto to jest: na początku chodzi na czterech, potem na dwóch, a na końcu na trzech nogach? Odpowiedź: Człowiek – na początku porusza się na czworaka, gdy dorośnie chodzi pewnie na dwóch nogach, a na starość podpiera się laską”.
Niesprawność (i związana z tym konieczność korzystania z laski czy wózka inwalidzkiego) dotyczy nie tylko seniorów i osób z niepełnosprawnościami, ale również ludzi zdrowych, którzy np. ulegli wypadkowi. Nagle muszą odkryć na nowo, dosłownie metr po metrze, najbliższe otoczenie, własne znane od zawsze miasto. To, co do niedawna było nieistotne staje się niebywale ważne – np. czy chodnik jest równy a krawężnik niewysoki, czy w drodze do celu jest gdzie usiąść by odpocząć, czy są schody (lepiej by ich nie było), a jeśli już są, to czy gdzieś w pobliżu jest winda? Jest!! Hura… „Naprzód młodzieży do Was cały Świat należy…” No niestety awaria! Jednak schody.
Co się tyczy „awarii”, to najłatwiej o nią w okolicy metra. Jest jednak wiele innych miejsc w Warszawie, w których mimo zapowiedzi władz wind brakuje. Przykładem może być wiadukt Mostu Poniatowskiego – początkowo miało tam być 8 wind, zaś ostatecznie (po 15 latach oczekiwania) powstały zaledwie dwie.
Oprócz wind, w przestrzeni miejskiej, występują też platformy – często zadaję sobie pytanie jak można było zafundować mieszkańcom coś takiego? Aby platforma ruszyła (a raczej szarpnęła) trzeba bowiem mocno nacisnąć guzik i cały czas go trzymać nie zaważając na drętwiejący palec. Dla osoby wspartej na lasce i niosącej np. zakupy to jest niemal niewykonalne.
Wróćmy jednak do naszej przeprawy przez miasto. „Awaria, wiec jednak schodami.” – schody w mieście (np. prowadzące na przystanek komunikacji miejskiej) mają poręcze, ale zdarzają się miejsca gdzie tych poręczy brak. Dla osoby niesprawnej brak poręczy sprawia, że nawet trzy schodki są wielkim problem. Należy więc albo zrezygnować z przeprawy, albo poprosić o pomoc w pokonaniu bariery aby nie ryzykować bliskim kontaktem nosa z płytą chodnikową.
Poręcz nie stanowi jednak gwarancji sukcesu. Na schodach w przejściach podziemnych często zejście tarasują nieświadomi przechodnie rozmawiający przez telefon lub piszący smsy. Trudno nie wspomnieć również o poręczach, o które nikt nie dba – są brudne, zakurzone i wypaćkane substancjami, których składu nikt nie chciałby poznać.
Każdy może doświadczyć ograniczeń jakie funduje nam miasto – wystarczy skręcona kostka, złe samopoczucie czy ciąża. Cóż jednak mają powiedzieć Ci, którzy są stale skazani na zmaganie się z barierami architektonicznymi i bezmyślnością miejskich urzędników?
Anna Lech
