Cardo i decumanus

Podziel się tym wpisem

Patrząc na „geometrię” rozwoju Warszawy można powiedzieć, że nasze miasto rozwinęło się „mimośrodowo”. W historii europejskiej urbanistyki przeważają liczebnie miasta, które rozwijały się wokół  najstarszych ich części (czyli centrycznie). Im miasto było większe, tym bardziej jego granice były oddalone od  punktu (miejsca) centralnego, którym jest zazwyczaj ratusz na staromiejskim rynku. 

W Warszawie, od pewnego momentu, było inaczej. W XVIII,  a szczególnie od  połowy XIX w., centrum stolicy wyraźnie oddala się od Starego Miasta. Punktem kulminacyjnym tego procesu jest oddanie do użytku w 1848 r. Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, z  dworcem przy skrzyżowaniu ulicy Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Dworzec (tzw. czołowy) linii kolejowej  w kierunku Wiednia ulokowany został w odległości prawie 2,5 km od Rynku Starego Miasta – w północno-zachodnim narożniku wytyczonej w XVIII w. ulicy Marszałkowskiej i w miejscu, gdzie krzyżowała się ona z wytyczonymi w początkach XIX w. Alejami Jerozolimskimi.  Powstało skrzyżowanie, które przed wojną,  ale także obecnie uważało się i uważa  za punkt centralny Warszawy.  Pamiętam, że przez długi czas po II wojnie światowej przystanki na tym skrzyżowaniu, nazywano po prostu „Śródmieściem”.  Od połowy lat 50. XX w. ta sytuacja zaczęła się powoli zmieniać. Moim zdaniem, największy wpływ miał na to – oddany do użytku w 1955 r. – Pałac Kultury i Nauki, który zdominował urbanistykę Warszawy, co było wówczas zgodne z zamierzeniami komunistycznych władz. To Pałac stał się „punktem zero” na planie miasta, zaś skrzyżowanie Marszałkowska-Jerozolimskie straciło na znaczeniu w planowaniu przestrzennym. Dopiero ostatnio, gdy w pobliży PKiN powstały liczne wysokie budynki dawne „centrum” zaczęło odzyskiwać swoje  znaczenie.

            W tym miejscu należy przypomnieć jeden szczegół, który chociaż  przypadkowy,  ale zadecydował o kształcie przestrzennym współczesnej nam Warszawy.  Oto w 1757 r.  na terenie prywatnego miasteczka (jurydyki) Bielino, jej właściciel – marszałek wielki koronny Franciszek Bieliński, wyznaczył główną ulicę o kierunku północ-południe. Ulica ta była wielokrotnie przedłużana, docierając w 1770 r. do obecnego Placu Unii Lubelskiej. W czasach Królestwa Kongresowego, głównie na żądanie wielkiego księcia Konstantego Pawłowicza Romanowa, wytyczono i urządzono monumentalną aleję biegnącą od obecnego Placu Artura Zawiszy do Wisły. Powstała wówczas główna oś Warszawy o kierunku wschód-zachód. Przecięcie tych dwóch arterii wyznaczyło urbanistyczny środek naszego miasta.  Tym sposobem pojawiła się analogia do miast zakładanych przez Rzymian. Otóż, w starożytnym Rzymie dowódcy legionów często musieli zakładać na zdobytych ziemiach obozy dla swoich wojsk. Wiele z nich  przekształcało się w miasta, istniejące do dnia dzisiejszego (Londyn, Paryż, Kolonia, Trewir, Florencja, Manchester itd).  Zakładanie obozu (miasta) zaczynało się od wyznaczenia  punktu centralnego. Następnie przez  punkt ten przeprowadzano dwie osie; jedną o kierunku północ-południe, którą nazywano cardo (Via principalis), oraz prostopadłą do niej, tj. o kierunku wschód-zachód, która nazywano decumanus (Via Praetoria). Następnie na obu wytyczonych  osiach odmierzano równe odcinki. Przez wyznaczone punkty na osiach przeprowadzano linie równoległe do cardo i decumanus, wyznaczając w ten sposób szachownicę drugorzędnych ulic: decumani  i cardines. Śródmieście Warszawy w dużej mierze odpowiada powyższemu wzorcowi. Marszałkowska i Aleje są niewątpliwie odpowiednikami cardo i decumanus, a szachownicowy układ ulic tej części miasta odpowiada (chociaż nie całkowicie) rzymskiemu systemowi  decumani  i cardines.

            Moim zdaniem, ukształtowany w ostatnich dwustu latach  kształt Śródmieścia, powinien być traktowany, jako istotna wartość urbanistyczna. Aleje Jerozolimskie, ze swoim wschodnim przedłużeniem (al. 3-Maja, wiadukt i most Poniatowskiego, al. ks. Józefa Poniatowskiego, al Waszyngtona), to najbardziej monumentalna oś urbanistyczna Warszawy. To jedyna (takiej długości) w naszej stolicy oś widokowa od Placu Artura Zawiszy do Ronda Wiatraczna  (7 kilometrów), chociaż – niestety – spaskudzona wiaduktem na osi Chałubińskiego – Jana Pawła II.  Marszałkowska nie robi  takiego wrażenia – raz szersza, raz węższa i niezbyt długa (3,4 km),  z meandrami przez Ogród Saski, jest, a raczej była uważana (przed wojną) za najważniejszą i najelegantszą ulicę naszego miasta. Te dwie osie urbanistyczne stolicy Polski powinny otrzymać od władz miasta, ale także od władz państwa, wszelką niezbędną pomoc albowiem one stanowią o wizerunku stolicy Rzeczypospolitej Polskiej.  Każde państwo ocenia się, przede wszystkim,  przez stolicę. Jest ona rodzajem okna wystawowego gospodarki danego kraju. 

W tym świetle dziwi mnie zaniedbanie widoczne na każdej z wymienionych ulic, a szczególnie pomysł,  aby na ich skrzyżowaniu (Rondzie Dmowskiego) posadzić drzewa.  Nie krzaki i inną niską zieleń,  ale drzewa parkowe. To podobno pomysł ekologów, chociaż nie sądzę aby byli oni aż tak krótkowzroczni. Drzewa zostały już posadzone i rosną w odległości kilku metrów od krzyżujących się tu dwóch ważnych tras tramwajowych. Nad drzewami rozciąga się sieć trakcyjna oraz liczne linki podtrzymujące. Jak autorzy pomysłu wyobrażają sobie „koegzystencję” linii tramwajowych z siecią przewodów oraz drzew parkowych za kilka lat?  Przecież po każdej wichurze, ulewach, czy obfitych opadach śniegu – trzeba będzie naprawiać sieć trakcyjną, wstrzymując komunikację w tym newralgicznym punkcie. 

W dobrze zaplanowanych miastach wyjątkowo dba się perspektywę reprezentacyjnych ulic i ekspozycję wybranych obiektów. Drzewa na Rondzie Dmowskiego, za kilka lat – jeśli nie zostaną wcześniej wycięte –  zasłonią perspektywę Alei Jerozolimskich oraz perspektywę ulicy Marszałkowskiej. Czy ktoś rozpatrywał ten pomysł (z drzewami), pod tym kątem? Czy konserwator zabytków powinien dopuścić do posadzenia w tym miejscu drzew, które – jeśli wyrosną – zasłonią najwspanialszą perspektywę  najważniejszych ulic naszego miasta?  Piszę o tym, gdyż w Warszawie nigdy nie dbano szczególnie o perspektywę układów urbanistycznych. Szczególnie widoczne  – moim zdaniem – jest to w czasach III RP. Stołeczni urbaniści  i współpracujący z nimi specjaliści od ochrony zabytków, pozwolili, na przykład, wybudować na środku (na jezdni) ulicy Brackiej „Czarny Budynek” (DH Vitkac), który zamknął perspektywę tej ulicy, wpisanej do rejestru zabytków, jako chroniony prawem zespół urbanistyczny! Ulica Bracka jest bowiem śladem drogi prowadzącej do Jazdowa, w (najprawdopodobniej) czasach sprzed założenia Warszawy.  Okazuje się, że dla naszych decydentów nie ma to większego znaczenia.

Namawiam do publicznej dyskusji na tematy ważne dla naszego miasta.  Od czasu do czasu, decydenci zauważają jednak „głos ludu”. W ostatnich latach sprowadzał się on często do postulatów zorganizowanych grup interesu, nazywanych niekiedy „ekoterrorystami” (patrz: sprawa Centrum Handlowego „Arkadia”). Mam nadzieję, że w tym przypadku tak nie jest. Więcej zieleni w Śródmieściu, to dobre hasło,  ale czy drzewa muszą rosnąc na  środku skrzyżowania Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich?

Dr hab. Lech Królikowski

Marszałkowska 99-101, Cepelia, sam pępek miasta. Fot. L. Królikowski
Drzewa na Rondzie Dmowskiego. Fot. L. Królikowski
Drzewa na Rondzie Dmowskiego. Fot. L. Królikowski
Drzewa na Rondzie Dmowskiego. Fot. L. Królikowski
Bracka. Perspektywa przed wzniesieniem Czarnego Budynku. Fot. L. Królikowski
Bracka. Czarny Budynek wzniesiony częściowo na jezdni ul. Brackiej. Fot. L. Królikowski
Agencja Interaktywna dogo.pl