Prezydent Rafał Trzaskowski uważa, że koronawirus jest niebezpieczny na Pradze-Północ, a w Rembertowie już nie. To wynik kalkulacji politycznych Platformy Obywatelskiej.
Radni nie mogą się doprosić o sesję, na której będą mogli odwołać przewodniczącego Rady Dzielnicy Praga-Północ Ireneusza Tonderę. Radni Prawa i Sprawiedliwości i lokalnego stowarzyszenia Kocham Pragę zbudowali nową koalicję. Nowa większość postanowiła (jeszcze w listopadzie zeszłego roku) zmienić prezydium rady dzielnicy.
Nie zgodził się na to prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który z powodu pandemii koronawirusa przesunął sesję o cztery miesiące. „Z uwagi na panującą pandemię oraz ogromną liczbę zachorowań, wyznaczam termin wznowienia obrad XXXIX sesji Rady Dzielnicy Praga-Północ m.st. Warszawy na dzień 29 marca 2022 r. o godz. 18.00” – napisał prezydent.
Również przewodniczący rady Ireneusz Tondera (dawniej SLD, dziś niezrzeszony) nie chce zgodzić się na zwołanie sesji. Zasłania się pandemią, choć wszystkie obostrzenia zostały zniesione. Prascy radni zwracają uwagę na fakt, że obecnie na sali sesji mogą przebywać mieszkańcy i urzędnicy, ale jest ona zamknięta dla radnych. Walka o władzę na Pradze trwa, przewodniczący zaś okopał się w swoim fotelu.
Koronawirus nie był jednak żadną przeszkodą kilka kilometrów dalej, w Rembertowie. Na początku stycznia odwołana została burmistrz tej dzielnicy Agnieszka Kądeja. Tam dało się zwołać posiedzenie rady, ponieważ sytuacja była zgoła odwrotna: władzę straciło Prawo i Sprawiedliwość. Powstała koalicja składająca się z Platformy Obywatelskiej, jej przybudówek i lokalnych komitetów. Prezydent Trzaskowski nie zatroszczył się o zdrowie radnych.
Redakcja
