Cz.I
Najsławniejszym kabaretem XX lecia było Qvi pro Qvo z siedzibą w Galerii Luxemburga przy ul. Senatorskiej 29. Widownia liczyła 514 miejsc w 8 lożach i 36 rzędach. Szczególną uwagę zwrócono na akustykę – legenda głosi, że na deski kładziono puste butelki po szampanie. Z ich opróżnieniem nie było problemu – wystarczyło zaprosić znanych znawców tego szlachetnego trunku, w tym Stefana Jaracza, Kazimierza Krukowskiego czy Władysława Grabowskiego. Przeciętny program trwał około 2 godzin i składał się z 2 części. Była to mieszanka skeczy, monologów, tańca i piosenek. Premierowe przedstawienie kabaretu miało miejsce 4 kwietnia 1919 r.
Proszę Państwa – mówił Fryderyk Franciszek Jarosy – to nie przypadek, że teatr Qvi pro Qvo znajduje się w Galerii Luxemburga, to znaczy przy zbiegu ulic Wierzbowej
i Bielańskiej. My łączymy te dwa światy. I nie tylko te. Na naszej widowni spotykają się najbardziej krańcowe elementy: starzy i młodzi, mądrzy i głupi, rodzaj żeński, męski, arystokracja i proletariat, tutaj dolar siedzi przy złotówce, niedawno chrzczony koło obywatela jeszcze nieochrzczonego.
Zaletami teatru Qvi pro Qvo była młodość, wdzięk i talent całego zespołu współpracowników. A także wesołość warszawskiego życia, dobry humor
i koniunktura polityczna. Jego podporą była zaś życzliwa, ale bardzo surowa krytyka. Każdy program otwierał firmowy refren, który z czasem stał się hymnem kabaretu, po raz pierwszy zaśpiewano go w rewii Pomalutku aż do skutku w 1926 r.
Qvi pro Qvo, kochana stara Buda
Qvi pro Qvo, ten teatr nam się udał.
Co jak co
Niech tam kto
Ma skarbów sezamy
My mamy
Qvi pro Qvo
Co będę gadać dużo
O to tylko szło
Chodźcie gdzie chcecie
A w końcu przyjdziecie
Zawsze znów do Qvi pro QVO.
(sł. M. Hemar / muz. H. Akssy)
Fryderyk Franciszek Jarosy mówił, że frekwencja przypomina trochę męską modę:
w zimie na jeden rząd, w lecie na dwa rzędy. Udane programy utrzymywały się około miesiąca, nieudane schodziły już po tygodniu. Snobizm widowni podczas premiery przejawiał się w niezwykły sposób. Po zakupie drogiego biletu niektórzy starali się zamienić go na wejściówkę, bo posiadanie jej świadczyło o znajomości w świecie artystycznym.
O charakterze kabaretu decydowała mieszanka osobowości i umiejętne wykreowanie postaci. Egocentryczna Ordonka, cwana Zula Pogorzelska -polska Mistinquett, cukiereczek w różowej sukience i demon nadwiślańskiego seksu, waleczna Mira Zimińska – kobieta wyemancypowana i wyzwolona. Kazimierz Krukowski- referent trosk i radości całego żydowskiego mieszczańsko-kupieckiego środowiska. Adolf Dymsza – ekscentryk, wnoszący zamieszanie i wariacki humor oraz Karol Hanusz, Eugeniusz Bodo, Chór Dana… i najwybitniejsi autorzy. I chociaż doskonale zarabiali, to często ukrywali swoje autorstwo. Antonii Słonimski i Julian Tuwim niemal zawsze pisali pod pseudonimem. Dla Qvi pro Qvo pisał też A. Słonimski, który otrzymywał od dyrekcji kabaretu kwotę 2000 zł. miesięcznie w zamian za wyłączność.
Tu liryczny wiersz J. Tuwima, czy Kazimierza Wierzyńskiego występował obok politycznych kupletów. Pikantny szmonces w wykonaniu Kazimierza Krukowskiego ps. Lopek sąsiadował z purnonsensowym dowcipem A. Dymszy, sentymentalna piosenka Ordonki, tango Andrzeja Własta koegzystowało z wyrafinowaną parodią – a między tym wszystkim wspaniałe nogi zespołu Tacjan-Girls. Szlagiery kabaretowe dzięki nagraniom płytowym, wydawnictwom nutowym oraz w radio wychodziły na ulicę współtworząc ówczesna kulturę masową.
Małgorzata Jaworska Gilde