Niestety, wszystko wskazuje na to, że nasze przewidywania się sprawdzają (patrz tekst „A więc wojna!!!” w Numerze 2 „Porozumienia Warszawskiego”). Putin nie tylko nie przejmuje się sankcjami, ale jego rozwydrzone hordy zasmakowały już w mordach, gwałtach i rabunkach. Zgodnie też ze swoją historyczną tradycją zostawiaj za sobą tak dobrze znany Polakom znak firmowy – strzał w tył głowy bezbronnego człowieka.
I to nie Putin strzela, choć to on wysłał morderców na Ukrainę. Strzelają realni, żywi ludzie – dzieci i wnukowie radzieckich „żołnierzy pokoju”, którzy „bratnio” interweniowali na Węgrzech (1956 r.), w Czechosłowacji (1968 r.), czy w Afganistanie (1979 r.). Prawnukowie bolszewików idących na Warszawę w 1920 r. A niektórzy z nich mogli pewnie osobiście zabawić w Czeczenii (1994 r.) i tym bardziej w Gruzji (2008 r.), nabywając doświadczenia w niesieniu innym narodom swojej wizji „wolności”. Nie róbmy więc błędu i nie zwalajmy wszystkiego na Putina. TO WSZYSTKO ROBIĄ ROSJANIE (z garstką najemników i nierosyjskich niewolników rosyjskiego imperium). Tak samo, jak to nie jacyś niezidentyfikowani narodowościowo „hitlerowcy” wywrócili kiedyś świat do góry nogami, ale Niemcy z dziada pradziada, krew z krwi, kość z kości. Winni są i herszci tych band i sami bandyci. I głupawe próby jakiejś idiotycznej poprawności politycznej (obecnie przoduje w tym chyba prezydent Francji Macron) nie wykręcą kota ogonem.
Hitlera nie obalili „dobrzy” Niemcy. Putina nie odsunie od władzy rosyjskie społeczeństwo. Nie twierdzę, że nie ma tam ludzi światłych, mądrych i dobrych. Ale jako całość, trzymana za łeb i ogłupiana kłamliwą propagandą przez swą władzę, a przede wszystkim – i to jest przerażające – oddychająca (od wieków) wielkoimperialną tęsknotą, budzić muszą grozę. Wszystko zaś wskazuje na to, że Putin nie tylko cieszy się w Rosji poparciem, ale że to poparcie mu rośnie! Pytania „DLACZEGO?” nie wolno zostawić bez odpowiedzi. Zwracając zaś uwagę na rolę samego Putina w ukraińskiej tragedii nie wolno tracić z pola widzenia faktu, że Hitler miał jedynie sześć lat na „wychowanie sobie” Niemców do wojny (od stycznia 1933 r. do wybuchu wojny), Putin zaś miał ich dla swoich rodaków ponad dwadzieścia (od maja 2000 r. do wybuchu wojny).
Powtarzam więc po raz kolejny – nie społeczeństwo rosyjskie pozbawi Putina władzy. Mogą to zrobić jedynie jego najbliżsi współpracownicy – oddani mu dotąd oligarchowie i członkowie zbudowanego przez niego aparatu władzy. Kiedy po prostu uznają, że – z uwagi na światowe restrykcje – dalsze jego popieranie im się po prostu nie opłaca. I wtedy (także po prostu) będą chcieli go sprzedać – w zamian za własną bezkarność i powrót do złotego żłobu. I oby chcieli tego jak najszybciej. Tylko że nawet jeżeli tak się stanie, jeszcze jedno pytanie nie może pozostać bez odpowiedzi – CO POTEM?!!!
Dr ha. Lech Jaworski
