Nikt mieszkańcom nie robi łaski….

Podziel się tym wpisem

Temat w sumie śmieszny i nie powinien stawać się przedmiotem jakiejkolwiek dyskusji, ale jest tak
absurdalny, że nie da się o tym nie napisać. Skrzyżowanie na warszawskim Powiślu, przy nim skwer
z wentylatornią szlakową metra. Został on bardzo ładnie zagospodarowany – są tam dwie ławki i
nawet „psia stacja”, ale brakuje banalnie prostej rzeczy, czyli kosza na śmieci. Na ławkach na
skwerze przesiadują różne osoby – okoliczni mieszkańcy, klienci pobliskiej „Żabki”, turyści. I nie
mając w zasięgu ręki kosza, wyrzucają butelki i inne śmieci albo w krzaki za ławką albo stawiają na
tym nieszczęsnym śmietniku na psie kupy.


Problem rozwiązałby jeden kosz ustawiony obok ławek. Tylko tyle i aż tyle. Czy jesteście Państwo w
stanie uwierzyć, że od mniej więcej 2 lat, pomimo wielokrotnych próśb i składanych zgłoszeń oraz
wniosków, kosza jak nie było tak nie ma?


Po ostatniej odpowiedzi jakiej udzielił urząd miasta nie wiadomo czy się śmiać czy płakać – wcześniej
„ratusz” mamił przetargami na małą architekturę i terminami tych przetargów oraz prowadzeniem
analiz. Tym razem prosto z mostu oznajmił, że „w obrębie skrzyżowania znajdują się dwa
ogólnodostępne kosze na śmieci” – właściwie należy się domyślić, że jest to odmowa, bo brakuje
jakiegokolwiek rozwinięcia, nie mówiąc o uzasadnieniu. Taki oto jest standard komunikacji z
petentami i poziom obsługi – nie awanturuj się roszczeniowy obywatelu, bo masz wszystko czego ci
potrzeba, a jak tego nie wiesz, to my urząd wyłożymy Ci to gruntownie. Gdyby nie było to tak
straszne, to nawet byłoby zabawne.


Wygląda na to, że nie tylko lokalizacja śmietnika w nowym miejscu wydała się miejskim urzędnikom,
po długich analizach, nieuzasadniona ze względu na nadmiar podobnych obiektów w okolicy, ale
również okazała się zbyt droga, bo inaczej nie da się wytłumaczyć odmowy. Tymczasem bez
konsultacji, ani głębszych analiz są wydawane publiczne pieniądze na kilometry niepotrzebnych
słupków – jeden śmietnik, to zbyt duża ekstrawagancja mieszkańców jak widać. A jak się urząd ugnie,
to z pewnością warszawiacy wejdą na głowę i będą się domagać kolejnych koszy. Zgroza.


Roszczeniowy obywatel to zły sen każdego szanującego się urzędnika i biurokrata musi pokazać
mieszkańcowi gdzie jest jego miejsce. Nikomu nie może się wydawać, że może wymagać i oczekiwać
czegoś tak wydumanego i niepotrzebnego jak ten przysłowiowy kosz. Tyle tylko, że dotyczy to wielu
innych spraw.


Śmietników powinno być po prostu tyle, ile potrzeba. Jeśli mieszkańcy wskazują, że gdzieś kosza
brakuje, to następnego dnia powinna przyjechać ekipa i go postawić. Za przeproszeniem śmietnik, to
nie wielomilionowa inwestycja, tylko niezbędny element miejskiej infrastruktury i urząd miasta nie
robi ludziom łaski dostawiając kolejny. Odpowiedź taka jak ta zacytowana wyżej, to wstyd i
kompromitacja miejskich służb. Tak, tak SŁUŻB”, bo to nie my jesteśmy dla urzędników, tylko oni
służą nam mieszkańcom.


Swoją drogą jeżeli postawienie kosza wymaga roku analiz, to jak wygląda proces decyzyjny w innych,
ważniejszych kwestiach?

REDAKCJA

Agencja Interaktywna dogo.pl