Grajmy w zielone, ale z głową…

Podziel się tym wpisem

Przyznaję, że wiele działań władz Warszawy oceniam negatywnie. Jednak nie dla zasady. Uważam, że dzieje się również sporo dobrego i należy te dobre rzeczy pokazywać. A za dobre uważam likwidowanie betonu, tam gdzie był on zupełnie niepotrzebny np. na ul. Koszykowej. Podoba mi się również zazielenienie Placu Bankowego i Placu Trzech Krzyży, bo wiele jest w Warszawie przestrzeni, wymagającej mądrej ingerencji architekta. Fakt iż jesteśmy do czegoś przyzwyczajeni nie oznacza wcale, że ma zostać brzydko i buro.


Chcę w tym miejscu zwrócić uwagę na jedną ważną kwestię – mianowicie na to, że pod współczesnymi budynkami i ulicami Warszawy wciąż istnieje przedwojenne miasto – piwnice i fundamenty domów. Decydując o nowych nasadzeniach należy zatem wiedzieć gdzie drzewa będą miały szansę się prawidłowo ukorzenić jednocześnie nie doprowadzając do zniszczenia ciągów wodnych lub innych elementów podziemnych sieci przedwojennej miejskiej infrastruktury. Wprowadzanie drzew na terenach miast wiąże się zawsze z wieloma ograniczeniami – jednym z nich są instalacje podziemne. Potrzebna jest więc współpraca wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego. Sama dobra wola to za mało. Warto również brać pod uwagę, że budowa geologiczna i rzeźba terenu są elementami kształtującymi układ przestrzenny Warszawy, jej system przyrodniczy, a przede wszystkim układ sieci hydrograficznej. Ta wiedza jest zaś niezbędna, aby miejską zieleń projektować skutecznie i bezpiecznie.


Nie ma nic złego w pozbywaniu się utartych schematów. Zmienia się klimat, zmienia się podejście do miejskiej przestrzeni. Ale nie zmieniają się odwieczne prawa fizyki i zasady, zgodnie z którymi miasto funkcjonuje. Dlatego niezbędne jest odpowiedzialne działanie i czerpanie z doświadczeń i wiedzy wypracowanej przez pokolenia inżynierów i specjalistów z różnych dziedzin. Doświadczenia innych europejskich miast pokazują, że można odpowiadać na wyzwania zmian klimatu. Świetnym przykładem jest Londyn, w którym realizowane są przeróżne projekty związane z retencją wody.


Tymczasem my tu u nas w Warszawie nieustannie zakładamy sobie majtki przez głowę. Działania są chaotyczne i nieprzemyślane, a przez to bywają wyjątkowo nieudane i kosztowne jak np. na tzw. Plac Pięciu Rogów – pomysł niezły, ale realizacja katastrofalna. Miała być zielona przestrzeń wspólna, a wyszła kamienna pustynia dla nikogo. W dodatku to betonowe klepisko z retencją wody ma niewiele wspólnego. Niebawem okaże się, że konieczny jest kolejny kosztowny remont, bo obecna przebudowa nie zrealizowała celu w jakim została wykonana.


Dobrym przykładem, że tak może być jest przebudowa Pasażu „Wiecha” (według projektu Dariusza Hyca i Henryka Łaguny). Była to „rewitalizacja” zdegradowanej przestrzeni – kameralnego deptaku zaprojektowanego przez zespół pod kierunkiem Zbigniewa Karpińskiego. Podczas realizacji całego założenia Ściany Wschodniej (której pasaż jest częścią) powstały gabloty ekspozycyjne, liczne murowane klomby z drewnianymi ławami, aluminiowe pergole oraz daszki. Było wygodnie i było zielono. Oczywiście „rewitalizację” z 2006 r. należy oceniać przez pryzmat czasu – taka była wówczas estetyka miejskiej przestrzeni, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby otwarcie powiedzieć, że dokonała się wówczas kompletna masakra tego rejonu miasta. Pasaż „Wiecha” jest obecnie synonimem najbardziej nieprzyjaznej miejskiej przestrzeni wszechczasów.


Kompromitacja tej „rewitalizacji” nie ustrzegła jednak przed kolejną wpadką, czyli remontem przed pawilonem „Zodiak” – pięknym przykładem warszawskiej architektury powojennego modernizmu będącego również częścią „Ściany Wschodniej”. Za remont wykonany w 2018 r. odpowiadała pracownia Gowin & Siuta – „doświadczona pracownia architektoniczna, laureat konkursów architektonicznych”. Dość powiedzieć, że po tej przebudowie plac przed „Zodiakiem”, czyli Warszawskim Pawilonem Architektury na pewno nie jest obecnie wizytówką warszawskich architektów – z urokliwej niegdyś przestrzeni zniknęła zieleń i zbiornik wodny a została płaska i pusta betonowa płyta. Trzeba przyznać projekt ten okazał się niezmiernie wyrafinowany w swej prostocie.


Kolejny remont przed „Zodiakiem” jedynie irytuje niestety, bo ile razy można przekopywać to samo miejsce? Wydaje się również zasadne pytanie, kto za to zapłaci? A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że my. I choć gdzieś ktoś napisał czy powiedział, że zmiany dokonane zostaną w ramach „reklamacji”, to nie czarujmy się, cała inwestycja, będąca częścią tzw. „nowego centrum Warszawy”, zostanie wykonana z naszych pieniędzy – zapłacimy sowicie za kolejne buble.


Wracając jednak do meritum – remontujmy, zazieleniajmy, udoskonalajmy, ale z głową. Warszawy nie stać na nieprzemyślane wydawanie wspólnych pieniędzy!

Aleksandra Sheybal

fot. Aleksandra Sheybal (lipiec 2024 r.)
Agencja Interaktywna dogo.pl