Ale jazda…

Podziel się tym wpisem

Znamy zapewne wszyscy największą warszawską fuszerkę drogową, czyli tunel pod rondem Zesłańców Syberyjskich. Problemy zaczęły się tam w 2001 r., kiedy podjęto decyzję o przebudowie ronda i zaplanowano wygodny, „bezkolizyjny” tunel dla ciężarówek skręcających w lewo w Trasę Toruńską.

Gdy zakończono wyczekiwaną inwestycję okazało się, że tunel pod rondem będzie zbyt niski dla ciężarówek. Mówiono wówczas, że jego obniżenie uniemożliwiał kolektor ściekowy. W efekcie samochody ciężarowe, zamiast bezkolizyjnie skręcać w lewo w tunel, muszą objeżdżać rondo.

Chyba jednak nie był winien wspomniany wyżej kolektor, który w dzisiejszych czasach łatwo przebudować, ale błąd podczas projektowania. W każdym razie tunel, który miał udrożnić całe skrzyżowanie i ułatwić skręt w lewo, jeszcze bardziej ten manewr utrudnił. Do dnia dzisiejszego stoją tam korki, bo samochody ciężarowe blokują wjazd do tunelu samochodom osobowym.

Ciekawi mnie czy pamiętają państwo jak władze Warszawy tłumaczyły wówczas powstanie tego bubla? Ja pamiętam. Otóż oficjalna wersja mówiła, że tunel zbudowano tak celowo, aby uniemożliwić tranzyt ciężarówek. SERIO! Tak właśnie tłumaczono tą nieprawdopodobną fuszerkę i paraliż połowy miasta.

Co ciekawe najwyraźniej taka argumentacja spodobało się w urzędzie miasta. Praktyką stosowaną powszechnie jest obecnie tłumaczenie – różnych nieracjonalnych i spartolonych rozwiązań komunikacyjnych – tym, że są one bezpieczne, wygodne i eliminują rozmaite patologie w ruchu drogowym. Skoro mieszkańcy kupili ten kretynizm z 2001 r., to kupią (dla własnego ponoć dobra) już chyba wszystko.

Przykłady można by mnożyć – „esowanie” na Grochowskiej, bo ponoć jazda zakosami spowolni ruch i zapewni bezpieczeństwo, albo ul. Świętokrzyska, którą projektował ktoś w stanie upojenia alkoholowego – inaczej nie da się bowiem wytłumaczyć tych zakrętów, zakosów i zmian organizacji ruchu.  Ostatnio pojawiło się kilka nowych perełek, z których na pozycję nr 1 wysuwa się skręt w prawo z Hożej w Mokotowską (na placu Trzech Krzyży). Zgodnie z zasadami sztuki zakręty profiluje się tak, aby manewr można było wykonać bezpiecznie i wygodnie – wprowadza się łagodny kąt skrętu i odpowiednio dużo miejsca aby manewr był wykonalny. Tak się, w każdym razie, robi w całym cywilizowanym świecie, ale nie w Warszawie.

Skręt w prawo z Hożej w Mokotowską ma ostry kąt. Jest on tak zaprojektowany, że nawet mały samochód osobowy musi się zatrzymać, aby nie wjechać na słupek oraz na wysepkę. Mówiąc wprost jest to całkowicie spartolone skrzyżowanie i nic nie usprawiedliwia tej fuszerki. Mgliste bredzenie o bezpieczeństwie i spowalnianiu ruchu się tu nie bronią. A jest to jedyne wyjaśnienie dla skonstruowania skrętu w taki a nie inny sposób. Pomijając może brak kompetencji osoby, która projektowała to rozwiązanie.

Jeżeli wykonanie manewru skrętu jest niemożliwe, to zawsze można go zakazać. Tak, wobec tego, zrobił ZDM i postawił zakaz skrętu w prawo dla samochodów ciężarowych. „Smieszno i straszano”. Byłoby dużo prościej, gdyby wprowadzono całkowity zakaz skrętu i można się założyć iż tak się niebawem stanie. Zaprzyjaźniony emerytowany inżynier komunikacji, pół żartem pół serio, skomentował to rozwiązanie tak: skoro się nie da skręcić, to wprowadzą zakaz ruchu – niewiele się pomylił. W każdym razie żaden samochód dostawczy a ciężarowy w szczególności nie jest w stanie pokonać tego skrzyżowania.

Przychodzą tu do głowy słowa szatniarza z filmu „Miś” S. Barei: „nie mam Pana płaszcza i co mi Pan zrobisz”.

Redakcja

Agencja Interaktywna dogo.pl