Chaos komunikacyjny w Warszawie – studium przypadku linii 106 

Podziel się tym wpisem

Warszawa, 18 lutego 2025 r., godzina szczytu. Na przystanku Topiel 02, u zbiegu ulic Topiel i Tamki, pasażerowie czekają na jedyny autobus kursujący tą trasą – linię 106. Mróz sięga -5°C, a rozkład jazdy wskazuje, że autobus powinien nadjechać o 16:41. Nie pojawia się jednak ani wtedy, ani o 16:51, gdy powinien przyjechać kolejny. Ostatecznie autobus dociera dopiero o 17:01, z ponad 20-minutowym opóźnieniem. 

W tej sytuacji jedna z pasażerek dzwoni na miejską infolinię (19 115). Po tygodniu otrzymuje odpowiedź od Urzędu Miasta: 

W związku ze wzmożonym ruchem pojazdów i powstawaniem zatorów drogowych mogą występować opóźnienia w komunikacji miejskiej.” 

To tłumaczenie wydaje się oczywiste, ale jednocześnie niczego nie wyjaśnia. Wszyscy wiedzą, że autobusy spóźniają się z powodu korków. Pytanie brzmi: dlaczego staje się to smutną normą? 

Zmiany tras i chaos w organizacji transportu

Problem opóźnień to tylko wierzchołek góry lodowej. Warszawski system komunikacji miejskiej od lat zmienia się chaotycznie, a kolejne „usprawnienia” prowadzą do likwidacji ważnych połączeń. Linia 106 na trasie: Ostroroga – Mariensztat, kursuje nieregularnie i rzadko. Historia tej linii ilustruje większy problem warszawskiej komunikacji miejskiej, czyli wieczne zmiany.

Linia 106 została uruchomiona w 1949 r., zastępując linię „W”. Początkowo kursowała z Jelonek na pl. Kasztelański, a później stopniowo wydłużano jej trasę. W 1984 r., dotarła na Bemowo, a w 2000 r. – do Nowego Bemowa.  W 2007 r. skierowano ją na trasę Młociny – UKSW – Okęcie, a w 2009 r. skrócono do Chomiczówki. Na początku 2011 r. linię zlikwidowano, zastępując ją autobusem 384.  Po 9 latach przerwy, w 2020 r., 106 powróciło na trasie Młynów – Browarna, zastępując skrócone linie 102 i 105, zaś w 2021 r. zamieniono jej kraniec z linią 127, kończąc trasę na Mariensztacie.  Od stycznia 2023 r. linia kończy się na pętli Ostroroga.

Ludzie są istotami stałymi. Gdy coś działa w określony sposób przez dłuższy czas, naturalnie się do tego przywiązują. Codzienne nawyki dają poczucie bezpieczeństwa i stabilności, a nagłe zmiany – zwłaszcza te niezrozumiałe – budzą opór i frustrację.  Dotyczy to szczególnie osób starszych, dla których znajomość stałych tras, przystanków i rozkładów jazdy jest kluczowa w codziennym funkcjonowaniu. Zamiana numerów linii, skrócenie trasy czy likwidacja przystanku, który przez lata był punktem orientacyjnym, może oznaczać realne trudności w poruszaniu się po mieście. Dla młodszych ludzi zmiana trasy autobusu oznacza chwilową niedogodność, którą można sprawnie rozwiązać – dla seniora może to być bariera nie do pokonania. 

W komunikacji miejskiej szczególnie irytujące są częste i chaotyczne zmiany. Gdy dana linia kursuje od dekad tą samą trasą, jej pasażerowie uczą się jej „na pamięć” – nie muszą co chwilę sprawdzać rozkładów ani zastanawiać się, gdzie teraz powinni wysiąść. Jeśli jednak trasy zmieniają się co kilka lat, a nawet miesięcy, pasażerowie czują się zagubieni.  Władze miast często tłumaczą reorganizację komunikacji „dostosowywaniem jej do nowych potrzeb mieszkańców”. Problem w tym, że mieszkańcy wcale nie zawsze chcą tych zmian – często bardziej niż „nowoczesnych rozwiązań” oczekują stabilności i przewidywalności, które pozwolą im bez stresu dotrzeć do celu.

Jeszcze kilkanaście lat temu ulicą Tamka przejeżdżało kilka linii autobusowych, które ułatwiały mieszkańcom komunikację. Po otwarciu II linii metra większość z nich została zlikwidowana pod pretekstem „dublowania metra”. Problem w tym, że podziemna kolejka nie zastąpiła komunikacji naziemnej – zwłaszcza w rejonie Powiśla, gdzie ulice są strome, a piesza wędrówka Tomką pod górę (w stronę Świętokrzyskiej) stanowi ogromne wyzwanie dla osób starszych, niepełnosprawnych czy rodziców z dziećmi. 

Jeszcze niedawno kursowały tam linie 105 i 102, ale stopniowo je ograniczano, aż w końcu zupełnie zniknęły. W zamian uruchomiono autobus 106, który miał rekompensować te straty. Niestety, jego częstotliwość i nieregularność sprawiają, że jest praktycznie bezużyteczny.  Dla mieszkańców Powiśla brak regularnej komunikacji to realny problem. Nie każdy może „z buta” wspinać się w kierunku Świętokrzyskiej – szczególnie zimą czy w upale. Tymczasem władze miasta, zamiast przywrócić sprawne połączenia, twierdzą, że metro rozwiązuje wszystkie problemy.  Nie, nie rozwiązuje. Na krótkich lokalnych trasach jazda metrem to absurd.

Polityka zwężania ulic – czy to ma sens?

Urzędnicy tłumaczą, że korki są nieuniknione, bo „Warszawa to duże miasto”. Jednak jednocześnie regularnie podejmują decyzje, które tylko pogarszają sytuację. Zwężanie głównych arterii, likwidacja pasów ruchu, zmniejszanie przepustowości ulic – to wszystko prowadzi do jeszcze większych zatorów. 

Tymczasem miejskie facebookowe profile codziennie donoszą: 

➡ zwęzimy Marszałkowską 

➡ zwęzimy Aleje Jerozolimskie 

➡ zamkniemy Złotą i Bracką 

➡ ograniczymy ruch samochodowy 

Efekt? Więcej korków, więcej opóźnień w komunikacji miejskiej, większe zanieczyszczenie powietrza. Samochody, które mogłyby przejeżdżać przez centrum płynnie, stoją w wielogodzinnych korkach, emitując spaliny w miejscu, gdzie miało być „zielono i ekologicznie”. 

Ekolodzy w ramach walki z samochodami polecają przesiadanie się na komunikację miejską. Tymczasem warszawskie autobusy nie są priorytetem dla urzędników – zamiast poprawiać ich punktualność, pogarsza się warunki ich kursowania. Zamiast szukać rozwiązań, przyjmuje się korki jako coś normalnego.  Warszawiacy są przyzwyczajani do tego, że transport publiczny nie jest doskonały, a jednocześnie szantażowani koniecznością dbania o środowisko. Absurd.

Czy w XXI w., w europejskiej stolicy pasażerowie powinni czekać ponad 20 minut na jedyny autobus, który i tak nie przyjeżdża na czas? Czy zwężanie ulic ma jakikolwiek sens?  Czy metro jest wytłumaczeniem „kastrowania” miejskiej komunikacji z naziemnych linii autobusowych? Czy wreszcie traktowanie ludzi jak idiotów i odpowiedzi w stylu starego dobrego ludowego porzekadła:

Jeśli na świętego Prota jest pogoda albo słota, to na świętego Hieronima deszczyk jest, albo go ni ma.” – powinny być przez mieszkańców tolerowane?

Aleksandra Sheybal

Agencja Interaktywna dogo.pl