Ekipa prezydenta Rafała Trzaskowskiego zamierza bez przetargu powierzyć miejskiej spółce MPO odbiór śmieci od mieszkańców z połowy Warszawy. Brnie w to rozwiązanie mimo gigantycznego protestu przedsiębiorców odpowiedzialnych za odpady komunalne. Chodzi o niebagatelną kwotę blisko miliarda złotych!
Chaos związany z gospodarką odpadami w stolicy nie jest niczym nowym. Teraz, do zawirowań związanych ze zmianami opłat za śmieci, dochodzi kolejna kontrowersyjna decyzja stołecznych urzędników. Na początku tego roku ratusz zdecydował, że nie będzie ogłaszał przetargów (formalnie nazywa się to in-house) na odbiór śmieci z 9 dzielnic, powierzając to zadanie od lipca 2022 r., Miejskiemu Przedsiębiorstwu Oczyszczania. Miałoby ono odpowiadać za dzielnice: Bemowo, Białołęka, Mokotów, Ochota, Śródmieście, Targówek, Ursus i Włochy.
Do Krajowej Izby Odwoławczej zaczęły masowo spływać protesty i skargi od firm walczących o zamówienia na komercyjnym rynku. Zaprotestowały m.in. działające w Warszawie i okolicach firmy Remondis, Partner, Lekaro, a także Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami i inne firmy popierające protesty.
Zanim jednak KIO zdążyła wyrazić opinię i rozpatrzeć wszystkie zarzuty, ratusz nagle wycofał się z pomysłu unieważniając zamówienie. W piątek 18 lutego opublikował je jednak ponownie (w trybie in-house dla MPO) z tym, że z niewielkimi zmianami. Dlaczego? Urzędnicy Trzaskowskiego przekonują, że tak będzie taniej i w ten sposób ratusz będzie mógł kontrolować swoją spółkę lepiej, niż robi to obecnie w przypadku podmiotów komercyjnych.
Czy to jednak nie oznacza po prostu desperackiej próby ratowania miejskiego przedsiębiorstwa przed upadkiem? – pytają właściciele innych firm zajmujących się odpadami. MPO za obsługę połowy Warszawy ma otrzymać blisko miliard złotych (wartość zamówienia opiewa dokładnie na 973 mln zł). O kolejnych 9 dzielnic prywatni przedsiębiorcy będą mogli toczyć bój w przetargach, które zostaną ogłoszone najprawdopodobniej w pierwszym półroczu 2022 r.
JAR