Miasto Warszawa ogłosiło sukces: w kilkuset miejscach zamontowano tabliczki z kodami QR, które po zeskanowaniu prowadzą do mapy pokazującej lokalizacje publicznych toalet. W przekazie urzędowym przedstawiane jest to jako przełomowe ułatwienie dla mieszkańców i turystów. W rzeczywistości jednak nie jest to rozwiązanie problemu, lecz jego symboliczne przykrycie.
Tabliczka z kodem QR nie jest toaletą. Jest jedynie informacją o tym, gdzie ewentualnie można ją znaleźć – o ile w ogóle istnieje w rozsądnej odległości. Warszawa cierpi na chroniczny niedobór infrastruktury sanitarnej dostępnej w przestrzeni publicznej. W wielu rejonach miasta – szczególnie poza ścisłym centrum – nie ma żadnej publicznej toalety w promieniu kilkuset metrów, a często nawet kilku kilometrów. Montowanie tabliczek informujących o toaletach nie rozwiązuje tego problemu.
Co więcej, liczby pokazują, że problem ma charakter systemowy. W końcu lat 80. Warszawa posiadała stosunkowo rozbudowaną sieć miejskich szaletów publicznych – szacunkowo około 200–250 obiektów, w tym także toalety podziemne i obsługiwane przez personel. Były one elementem standardowej infrastruktury miejskiej. Po 1989 roku rozpoczął się proces stopniowej likwidacji tej sieci. W latach 90. wiele obiektów zamknięto z powodu złego stanu technicznego, wysokich kosztów utrzymania lub zmian własnościowych terenów.
Pod koniec dekady liczba publicznych toalet spadła do około 80–120 obiektów, a na początku XXI wieku system praktycznie przestał istnieć w dotychczasowej formie. W okolicach 2009 roku funkcjonowało jedynie około 120–150 publicznych toalet, głównie w parkach, przy targowiskach i w przejściach podziemnych. Miasto pozbyło się więc infrastruktury, która wcześniej była standardem, nie tworząc w zamian nowego, spójnego programu jej odbudowy.
Dopiero w ostatniej dekadzie zaczęto częściowo odbudowywać system – głównie poprzez instalowanie automatycznych toalet miejskich oraz udostępnianie toalet w budynkach publicznych. Według danych miejskich około 2019 roku liczba ogólnodostępnych toalet (licząc również przenośne i znajdujące się w obiektach publicznych) przekraczała około 400 punktów.
Problem polega jednak na tym, że ta liczba jest w dużej mierze statystyczna. Obejmuje bowiem nie tylko trwałą infrastrukturę miejską, ale również rozwiązania sezonowe, przenośne kabiny czy toalety w instytucjach. W praktyce oznacza to, że rzeczywista sieć trwałych miejskich toalet pozostaje bardzo ograniczona.
Dziś na jedną publiczną toaletę w Warszawie przypada średnio około 4,3 tysiąca mieszkańców, a w wielu dzielnicach dostępność takich miejsc jest nadal bardzo niska. W wielu lokalizacjach jedyną formą „infrastruktury sanitarnej” pozostają tymczasowe kabiny typu toi-toi, które z definicji są rozwiązaniem prowizorycznym, a nie elementem trwałej infrastruktury miejskiej.
Nowoczesne automatyczne toalety miejskie są przy tym bardzo drogie – koszt jednej jednostki sięga kilkuset tysięcy złotych. Mimo tych kosztów liczba takich obiektów pozostaje niewielka i nie tworzy spójnej sieci dostępnej dla mieszkańców.
Wprowadzenie systemu opartego na kodach QR dodatkowo pogłębia problem wykluczenia. Aby skorzystać z tej formy informacji, konieczne jest posiadanie smartfona z dostępem do internetu. Osoby starsze, osoby wykluczone cyfrowo, osoby bez telefonu lub z ograniczonym dostępem do sieci zostają de facto pozbawione możliwości skorzystania z tej formy „pomocy”.
Miasto wprowadza więc rozwiązanie, które nie zwiększa dostępności toalet, lecz jedynie ułatwia orientację tym, którzy i tak posiadają narzędzia cyfrowe. Dla pozostałych mieszkańców tabliczka z kodem QR jest bezużyteczna.
Najbardziej niepokojący jest fakt, że Warszawa nadal nie posiada kompleksowego programu budowy i utrzymania sieci toalet publicznych. W mieście nie funkcjonuje systemowe podejście do tej infrastruktury – takiej, która w wielu europejskich metropoliach jest traktowana jako podstawowy element przestrzeni publicznej. Tabliczki z kodami QR stały się więc symbolem pewnego sposobu myślenia o polityce miejskiej. Zamiast budować realną infrastrukturę, buduje się system informacji o jej braku.
Dostęp do toalety nie jest luksusem ani usługą dodatkową. Jest podstawową funkcją cywilizacyjną, która w dobrze zarządzanym mieście powinna być dostępna powszechnie, bezwarunkowo i bez konieczności skanowania kodu QR.
Aleksandra Sheybal
