Robimy nie gadamy?

Podziel się tym wpisem

Rada m.st. Warszawy z dumą ogłasza swoje stanowisko w sprawie budowy dróg ekspresowych i obwodnic realizowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Brzmi poważnie, wygląda dobrze w mediach społecznościowych, ale w praktyce jest to działanie zastępcze — bez realnego wpływu na codzienne życie mieszkańców stolicy.

Radni pochylają się nad inwestycjami centralnymi: Wschodnią Obwodnicą Warszawy, drogą ekspresową S7 czy Obwodnicą Aglomeracji Warszawskiej. Problem w tym, że są to zadania pozostające poza bezpośrednimi kompetencjami miasta. O ich przebiegu, finansowaniu i harmonogramach decyduje rząd i GDDKiA. Rada Warszawy może je co najwyżej „popierać” — co nie skraca korków ani o minutę.

Tymczasem Warszawa od lat zmaga się z problemem, który leży dokładnie w zakresie odpowiedzialności samorządu: brakiem dwóch kluczowych miejskich obwodnic, bez których miasto nie jest w stanie funkcjonować sprawnie. To właśnie ten brak powoduje, że ruch międzydzielnicowy i lokalny tranzyt są wtłaczane w śródmieście, na ulice lokalne i osiedlowe. Efekt jest widoczny każdego dnia: permanentne korki, paraliż komunikacyjny i dramatyczny spadek przepustowości całego układu drogowego.

Warszawa stoi. Czas przejazdu między dzielnicami w godzinach szczytu wydłuża się do absurdalnych wartości. Trasy, które poza szczytem zajmują 20 minut, rano i po południu potrafią pochłonąć godzinę lub więcej. To realny koszt — nie tylko frustracja kierowców, ale też straty gospodarcze, opóźnienia transportu, marnowanie czasu oraz zanieczyszczenie powietrza.

W tej sytuacji mówienie o „odciążaniu centrum” poprzez inwestycje, które nie są jeszcze gotowe i na które miasto nie ma wpływu, brzmi jak ucieczka od odpowiedzialności. Bez domknięcia miejskich ringów komunikacyjnych nie da się skutecznie wyprowadzić ruchu z centrum, nie da się sensownie uprzywilejować transportu zbiorowego i nie da się ograniczać ruchu indywidualnego bez wywoływania chaosu.

To podstawowy błąd planistyczny: najpierw wprowadza się ograniczenia, zwężenia i eksperymenty organizacyjne, a dopiero potem jakoś to będzie. Co więcej transport publiczny nie przejmie pasażerów, bo bez obwodnic i bez wydolnego układu drogowego sam też stoi w korkach. Na zwężonej do jednego pasa Świętokrzyskiej nie da się wydzielić buspasa. I to samo dotyczy wielu innych miejskich ulic.

Apelowanie do GDDKiA o konsultacje i finansowanie nie zastąpi decyzji, które miasto powinno było podjąć lata temu. Warszawa nie potrzebuje kolejnych uchwał wyrażających „poparcie”. Potrzebuje konsekwentnej realizacji własnych inwestycji infrastrukturalnych — takich, które realnie skracają czas przejazdu, porządkują ruch i zdejmują presję komunikacyjną z centrum.

Jeżeli Rada miasta chce rzeczywiście poprawić jakość życia warszawiaków, powinna zająć się tym, co leży w jej kompetencjach i za co ponosi odpowiedzialność. W przeciwnym razie zamiast polityki mobilności mamy tylko gadanie.

Aleksandra Sheybal

Agencja Interaktywna dogo.pl