Od kilku lat z coraz większym zainteresowaniem obserwuję radosną twórczość związaną z zazielenianiem Śródmieścia Warszawy. Zainteresowanie to zaczęło się od informacji o posadzeniu kilkunastoletnich „sadzonek” drzew leśnych (m.in. dębów) na Rondzie Dmowskiego, czyli na skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich z ulicą Marszałkowską.
Wybrane odmiany drzew charakteryzują się silnym wzrostem i rozłożystym pokrojem. Najpierw interesowało mnie, czy posadzone drzewa, które osiągają kilkanaście (i więcej) metrów wysokości, nie przesłonią najbardziej imponującej perspektywy wielkiej arterii, jaką są Aleje Jerozolimskie, które jako układ przestrzenny są chronione prawem. Korespondowałem w tej sprawie z konserwatorem zabytków, który poinformował mnie, że tego aspektu z nim nie konsultowano. Dałem więc spokój, ale cały czas obserwuję, jak posadzone drzewa pięknie rosną. Lada moment ich konary dosięgną nie tylko linek podtrzymujących sieć trakcyjną, ale nawet samych przewodów.
Oglądając codzienne informacje o zimie w Polsce, łatwo stwierdzić, że trudności na liniach kolejowych występują głównie na terenach leśnych, gdzie gałęzie obciążone śniegiem zrywają sieci trakcyjne, a powalone drzewa często tarasują tory (np. linia Działdowo–Olsztyn). Rząd wpadł nawet na pomysł wysłania helikoptera (styczeń 2026 r.), który, latając wzdłuż torów, miał za zadanie zdmuchiwać śnieg z gałęzi.
Jeżeli odejdziemy od telewizorów i popatrzymy na przebudowywany właśnie odcinek ulicy Marszałkowskiej pomiędzy Alejami Jerozolimskimi a Królewską, łatwo spostrzeżemy, że nasz stołeczny samorząd uszczęśliwia nas szpalerem drzew wzdłuż torowiska tramwajowego. Za dwa–trzy lata drzewa, gdy się dobrze zakorzenią, swoimi konarami sięgną sieci trakcyjnej. Taka jest ich natura, a jeżeli spadnie śnieg, jak miało to miejsce w tym roku, to nawet helikopter nie pomoże, gdyż nie może tu latać.
Nie jestem wrogiem zieleni, a szczególnie drzew, których co najmniej kilkaset w życiu posadziłem.
Być może nasi specjaliści, m.in. od „komunikacji”, powinni skonsultować się z nieco bardziej doświadczonymi kolegami w Ministerstwie Infrastruktury. Pan Piotr Malepszak — wiceminister infrastruktury — w wywiadzie dla RMF24 stwierdził, że błędem było zmniejszenie w 2019 r., ze względów oszczędnościowych, norm określających odległości drzew od linii kolejowych. Wówczas odległość tę zmniejszono z 15 do 6 metrów. Minister zapowiedział, że odległość drzew od linii kolejowych zostanie w Polsce przywrócona do stanu poprzedniego, tj. 15 metrów.
Informacja bardzo pozytywna, ale czy ma szansę dotrzeć do specjalistów z Urzędu m.st. Warszawy?
Lech Królikowski
