Ferie bez górki

Podziel się tym wpisem

Warszawskie ferie się zaczęły, dzieci zostały w mieście, śnieg dopisał, a stok narciarski na Górce Szczęśliwickiej… został zamknięty. Decyzją Transportowego Dozoru Technicznego zakazano korzystania z ponad 25-letnich wyciągów, uznanych za niebezpieczne. Formalnie wszystko się zgadza. Problem polega na tym, że ten finał był do przewidzenia od dawna.

Wyciągi nie zużyły się wczoraj. Ich stan nie pogorszył się magicznie w przeddzień ferii. Były eksploatowane od lat, a ryzyko zamknięcia było znane z dużym wyprzedzeniem. Mimo to miasto doprowadziło do sytuacji, w której jedyna taka górka w Warszawie została zamknięta dokładnie w najgorszym możliwym momencie sezonu.

Trudno uwierzyć, że odczekanie dwóch–trzech tygodni, do końca ferii, nagle doprowadziłoby do katastrofy, skoro wyciągi funkcjonowały przez lata, a ich stan był znany. Decyzja o natychmiastowym zamknięciu stoku dokładnie na start ferii wygląda więc nie jak troska o bezpieczeństwo, lecz jak kolejny przykład braku wyczucia czasu, realiów i elementarnej empatii wobec mieszkańców.

Operator obiektu, miejski ośrodek Aktywna Warszawa, informuje, że umowę na prace remontowe podpisano w lipcu 2025 r., a zakończenie inwestycji planowane jest na… czerwiec 2026 r. Czyli w praktyce dwa sezony zimowe są stracone. W zamian czynna pozostaje kolejka grawitacyjna i budynek ośrodka — rozwiązanie symboliczne, a nie realna alternatywa dla stoku.

Jak przypominają mieszkańcy, o zagrożeniu zamknięcia górki w kluczowym momencie sezonu informowano wcześniej. Do prezydenta Warszawy pisał w tej sprawie Adam Małysz. Z wyprzedzeniem. Efekt? Żaden. Dziś widzimy rezultat tej bezczynności: zamknięta górka, rozczarowane dzieci i rodzice, którzy zostali z niczym.

Porównania są dla miasta wyjątkowo niekorzystne. Budowa nowej kolejki na Kasprowy Wierch trwała około siedmiu miesięcy. Modernizacja Górki Szczęśliwickiej ma potrwać jedenaście — przy kosztach, jak zauważają komentujący, porównywalnych. To już nie kwestia skali inwestycji, lecz sprawności organizacyjnej, a właściwie jej braku.

Zresztą to w Warszawie schemat powtarzalny. Basen zamknięty latem, bo „rok szkolny”. Obiekt sportowy niedostępny wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny. Teraz stok zamknięty w ferie. Jakby miejskie usługi były projektowane dla urzędników.

Komentarze mieszkańców nie pozostawiają wątpliwości:

„To jest skandal planowania, kosztów i procedur.”
„Brak organizacji i ignorowanie potrzeb mieszkańców.”
„Cała Warszawa korzystała z tej górki.”

I to jest sedno problemu. Górka Szczęśliwicka nie była lokalną fanaberią, tylko unikalną infrastrukturą rekreacyjną dla całego miasta. Jej zamknięcie w ferie to nie „przejściowa niedogodność”, lecz realne pozbawienie tysięcy dzieci i rodzin jedynej zimowej atrakcji.

Oczywiście — bezpieczeństwo jest najważniejsze. Ale bezpieczeństwo nie zaczyna się w dniu decyzji. Zaczyna się lata wcześniej: od planowania, harmonogramów, reagowania na ostrzeżenia i dostosowania prac do kalendarza użytkowników. Tego właśnie zabrakło.

Warszawa lubi mówić o mieście przyjaznym rodzinom i aktywności fizycznej. Problem w tym, że gdy przychodzi moment próby, aktywna pozostaje tylko narracja. Reszta jest zamknięta na kłódkę.

Karol Gottlieb

UM-Warszawa
Agencja Interaktywna dogo.pl